24.5 C
Pionki
niedziela, 26 maja, 2024
spot_img

Nie pasuje debata ? „Mogliśmy zmienić godzinę” – mówi burmistrz Kowalczyk

Popularne

spot_img

Łukasz Miśkiewicz, kandydat na burmistrza Pionek nie weźmie udziału w debacie, którą zaproponował kontrkandydat Robert Kowalczyk. Powodem nieobecności mają być „istotne zobowiązania zawodowe”.

Pierwsza tura wyborów samorządowych nie przyniosła rozstrzygnięcia w zakresie wyboru na stanowisko burmistrza Pionek. Głosami mieszkańców w drugiej turze wyborów, które mają się odbyć 21 kwietnia, znaleźli się obecny burmistrz Robert Kowalczyk oraz Łukasz Miśkiewicz.

Jako pierwszy do wspólnej debaty oficjalnie zaprosił swojego kontrkandydata ubiegający się o reelekcję, burmistrz Robert Kowalczyk. Planowana debata miała odbyć się 16 kwietnia o godzinie 16:00 w budynku Miejskiego Ośrodka Kultury przy ul. Radomskiej. Debata w formule jeden na jeden przewidywała możliwość zadania pytań z sali (po 5 pytań do każdego z kandydatów), 3 pytania do każdego z kandydatów od prowadzącego debatę, pytania kandydata do kontrkandydata, swobodna wypowiedź każdego z kontrkandydatów.

Na udział w tym dniu i w takiej formie debaty nie wyraził zainteresowania kontrkandydat Roberta Kowalczyka, Łukasz Miśkiewicz. Jak poinformował naszą redakcję Kandydat KWW Pionki z Nową Energią nie będzie mógł uczestniczyć w debacie w proponowanym terminie m.in. ze względu na istotne zobowiązania zawodowe. Kandydat dodał również, że proponowana przez organizatorów forma debaty wyborczej nie jest akceptowana przez KWW Pionki z Nową Energią oraz kandydata Łukasza Miśkiewicza. W związku z powyższym, KWW Pionki z Nową Energią proponuje zmianę formuły spotkania z debaty na spotkanie otwarte z mieszkańcami Pionek”.

Pełna treść odpowiedzi znajduje się poniżej 

Na odpowiedź kontrkandydata zareagował burmistrz Robert Kowalczyk. Treść prezentujemy poniżej.

Szanowni Mieszkańcy Miasta Pionki,
Wreszcie doczekałem się odpowiedzi na zaproszenie, jakie wystosowałem zaraz po I turze wyborów do kandydata na burmistrza Łukasza Miśkiewicza. Tyle dni zwlekał z odpowiedzią do ostatniej chwili. Gdyby nie fakt, że moi wyborcy zaglądają na profil w mediach społecznościowych komitetu „Pionki z nową energią”, zapewne nie dowiedziałbym się, że mój kontrkandydat nie ma zamiaru skorzystać z zaproszenia i na debacie się nie stawi.
Podobno wysłał już odpowiedź pocztą, ale list nadał w piątek, więc liczę, że jutro do KWW „Stawiamy na Pionki” dojdzie, może pojutrze, czyli już po terminie zaplanowanej debaty.
Jako wciąż urzędujący burmistrz zaproponowałem debatę, gdyż uznałem, że to gospodarz zaprasza na rozmowę o przyszłości Pionek. To miała być rozmowa jeden na jeden, by mieszkańcy mogli poznać nasze spojrzenie dotyczące dalszego rozwoju miasta, w którym żyją. Pismo, jakie skierowałem do Łukasza Miśkiewicza było propozycją debaty, którą mogliśmy obaj skonsultować i dostosować do własnych potrzeb. Nie pasuje data? Mogliśmy zmienić. Godzina? Do ustalenia. Dla kultury debaty zaproponowałem, by obie strony zaprosiły po 25 osób, ale można było więcej – mogliśmy obaj ustalić liczbę adekwatną do wielkości sali. Jednak mój kontrkandydat nie skontaktował się ze mną ani moim komitetem w żadnej dostępnej formie. Przemilczał temat aż do dzisiaj.
W swoim piśmie, opublikowanym w mediach społecznościowych podał, że taka debata powinna być prowadzona przez niezależnych dziennikarzy, ale nawet nie wie kto miał ją poprowadzić, choć zapowiadaliśmy, że będzie to osoba z zewnątrz właśnie po to, by nie była posądzona o stronniczość i nie posiadała wnikliwej wiedzy na temat naszego samorządu.
Bardzo zależało mi, aby ta debata przebiegała według określonych zasad, tak jak pisze mój kontrkandydat – mająca na celu zapewnienie poszanowania równości w prezentowaniu opinii uczestników debaty. Wysłane przeze mnie pismo było propozycją, gdyż liczyłem na to, że Łukasz Miśkiewicz zechce ustalić szczegóły. Nie doszło do żadnych ustaleń, nie było żadnej próby kontaktu. Debata miała być z udziałem mediów, by wszyscy mieszkańcy mogli ją zobaczyć od początku do końca. Zarzuty kierowane pod moim adresem o próbie narzucenia jakichkolwiek rygorów pod tym względem są zupełnie bezzasadne. Każda ze stron miała możliwość swojej transmisji.
Rozumiem, że kontrkandydat, zasłaniając się w tej chwili tezą, iż ograniczyłem liczbę osób biorących udział w debacie, chce za wszelką cenę udowodnić, iż debaty, np. telewizyjne, odbywają się zawsze z udziałem wszystkich potencjalnych wyborców. Widocznie mało debat politycznych jeszcze w życiu widział.
Scenariusz debaty, przesłany do kontrkandydata, służył właśnie temu, by ustalić treści pytań jakie zada osoba prowadząca, abyśmy obaj mogli się do odpowiedzi przygotować. Wolne od moderacji miałyby być jedynie pytania od publiczności oraz nas samych. Każdy z nas mógł rozdać zaproszenia wybranym przez siebie osobom, niezależnie od wieku, grupy społecznej czy poglądów politycznych. Gdyby kontrkandydat zaproponował – mogliśmy zwiększyć liczbę uczestników np. do 50 osób dla każdej ze stron. Takiej propozycji jednak nie złożył. Udał, że zaproszenia nie czytał.
Dziś zamieszcza informację, że zaprasza cały mój komitet w najbliższy czwartek do szkoły powiatowej przy ul. Aleje Lipowe 23, a wczoraj publikował poparcie swojej kandydatury przez organ prowadzący tę szkołę. Moje zaproszenie zostało przez niego zlekceważone, choć podobno z powodu rozprawy wyjazdowej – mogliśmy je przełożyć na dogodniejszą godzinę. Mogliśmy również zmienić datę debaty. Przez ten tydzień wszystko mogliśmy ustalić.
Teraz mój kontrkandydat zaprasza mnie na spotkanie z mieszkańcami do szkoły przy Al. Lipowych 23. Nie będzie to debata, tylko otwarte spotkanie, więc nie wiem czy w ogóle zostanę dopuszczony do głosu, czy osoby z mojego komitetu wyborczego będą miały szansę odnieść się do jakichkolwiek tematów poruszanych przez Łukasza Miśkiewicza.
Jako dojrzały człowiek potraktowałem poważnie swojego kontrkandydata i z szacunkiem zaprosiłem go do równej debaty, z udziałem mediów i zaproszonych gości obydwu stron. Liczyłem na to, że mój kontrkandydat z taką samą powagą i szacunkiem potraktuje także mnie. Niestety otrzymałem propozycję wysłuchania tego, co Łukasz Miśkiewicz chce powiedzieć mieszkańcom. To bardzo miłe z jego strony, ale uważam, że nie jest to forma spotkania, której oczekują nasi wyborcy. Debata niesie ze sobą równe traktowanie obydwu stron, otwarte spotkanie zazwyczaj jest nacechowane atakiem jednej strony na drugą.
Nam nie potrzeba w tym mieście sporów i pokrzykiwań. Nie potrzeba nam awantur i niepotrzebnych emocji. Wyborcom należy się szacunek i przedstawienie pomysłów na miasto na kolejne 5 lat, by mogli sami zadecydować na którego z kandydatów chcą oddać swój głos 21 kwietnia. /źródło fb. Robert Kowalczyk – burmistrz Miasta Pionki/

 

 

 

Czytaj więcej

- Reklama -

Ostatnio dodane

Skip to content