Wielogodzinne
kolejki, kłótnie, wyzwiska, wzajemne pretensje. Do tego fatalne
warunki lokalowe i brak jakiejkolwiek organizacji. Tak wygląda
codzienność wydawania darów pomocowych w punkcie Caritasu na
Pronicie.
- Dziennie wypisujemy kilkaset przepustek. Nie liczę tych, którzy wchodzą na teren zakładu wszelkimi możliwymi dziurami. Ludzie potrafią stać w kolejce już na kilkanaście godzin przed otwarciem punktu Caritasu – powiedział nam na bramie Pronitu jeden z ochroniarzy.
Całe zamieszanie związane jest z wydawaniem produktów spożywczych i rozmaitych darów w ramach Europejskiego Programu Pomocy Najbardziej Potrzebującym. Lokal na Pronicie zapewniło miasto a wydawaniem zajmują się wolontariuszki z Caritasu. Pomoc udzielana jest osobom, które posiadają odpowiednie zaświadczenia z Gminnego i Miejskiego Ośrodka Pomocy Społecznej. W sumie na terenie gminy i miasta uprawnionych jest około 5000 osób. - W ciągu ostatnich trzech dni wydaliśmy produkty dla około 2500 osób – powiedziała jedna z wolontariuszek.
Największe zamieszanie i prawdziwy chaos towarzyszył pierwszemu dniu wydawania darów. Nie brakowało wyzwisk, wzajemnych pretensji i interwencji Straży Miejskiej. - Ludziom brakuje organizacji. Nie potrafią zachowywać się normalnie. Widocznie lubią stać w kolejkach. Ci co najwięcej się kłócą, już pod bramą Pronitu mają odbiorców i od razu sprzedają cały towar – dodała inna z pań z Caritasu.
Pretensji nie brakuje po obu stronach. Swojego rozgoryczenia nie ukrywają osoby stojące w wielogodzinnych kolejkach. - To jeden wielki bałagan. Panie z Caritasu nie szanują ludzi, pomiatają nami. Moja koleżanka jest w ciąży i tak jak inni musiała odstać swoje w kolejce. W czwartek staliśmy 3 godziny na darmo. Od poniedziałku ma być wydawany nowy towar. Już sobie wyobrażam, co będzie się działo – powiedziały nam Katarzyna Komorek z Aleji Lipowych i pani Magda z Januszna.
Ognisk zapalnych nie brakuje. Wystarczy, że ktoś podjedzie drogim samochodem, próbuje wejść bez kolejki, jest pijany i kłótnia z miejsca gotowa. Nikt nad tym nie panuje i wydawaniu darów towarzyszy jeden wielki chaos i zamęt. Co ciekawe siedziba pionkowskiej Straży Miejskiej znajduje się przecież tuż przy Pronicie.
Najgorsze, że taka sama sytuacja panowała w ubiegłym roku. Wówczas władze miasta wymawiały się brakiem odpowiedniego lokalu a burmistrz Janeczek zapowiadał wypracowanie jakiegoś wyjścia z sytuacji. Minęło 12 długich miesięcy i mamy powtórkę z rozrywki. Zamiast porządku, chaos. Zamiast sprawnego wydawania darów, wielogodzinne kolejki. Zamiast nadzoru, samowolka. Zamiast godziwych warunków lokalowych, budynek schowany na Pronicie, z którego lokalizacją część osób miała znaczące problemy.
Przepraszamy za nieścisłość, która wkradła się do tekstu. Uprzejmie informujemy, że Stowarzyszenie Centrum Wolontariatu nie ma nic wspólnego z tegorocznym wydawaniem darów na Pronicie. Wszystkich zainteresowanych serdecznie przepraszamy. (JaW)







geopard.pl


Ukryj komentarze Dodaj komentarz